- Ciało Malii odnaleziono - wypalił Stiles, gdy tylko zagrodził Scottowi przejście. Wzrok miał rozbiegany i nieco zmieszany. - Ojciec mi powiedział.
- Znaleziono ciało? - powtórzył Scott, uważnie obserwując przyjaciela. Ostatnio niezbyt się dogadywali właśnie przez tę sprawę. McCall wierzył ze smutkiem w winę Zoey, a Stiles uważał, że mimo wszystko należy jej wybaczyć. Dodatkowo chodziła mu po głowie sprawa Kiry, która nagle zniknęła, a w tym samym czasie pojawiła się Yumiko. Rodzice Kiry nie pytali o nic Scotta, właściwie chłopak w ogóle ich nie widział, więc najpierw nieco naiwnie uznał, że nic się nie dzieje. Głupio przyznać, ale w natłoku zdarzeń zgubił gdzieś ten problem.
- Tak. Ciało. Konkretniej w stanie mocnego rozkładu - wyjaśnił uprzejmie Stiles, lekko zerkając w bok. Może i Malia od dawna była po stronie ojca i brata, jednak niegdyś kochał ją.
- Jakieś ślady co do zabójcy? - dopytywał Scott, opierając się o swoją szafkę. Uczniowie mijali ich jak gdyby nigdy nic, rozprawiając o swoich przyziemnych problemach.
Stiles westchnął.
- Niestety wokół sporo nadpalonej trawy. Na zwłokach również ślady ognia. Ojciec podejrzewa Zoey - dodał z błagalnym spojrzeniem. - Scott, jeśli kiedykolwiek się ze mną przyjaźniłeś, pomóż jej.
Mierzyli się chwilę na spojrzenia.
Scott westchnął, po czym pokręcił głową.
- Nie mogę. Jeśli to ona zabiła, powinna ponieść karę.
- A ile osób ty skrzywdziłeś, Wielki Panie Alfo? - warknął Stiles, odskakując od szafek i w gniewie wymachując rękoma.
- Nikogo nie zabiłem - wtrącił Scott.
- Ale ile osób przez ciebie zginęło - rzucił Stilinski na odchodne.
***
- Wiecie, co myślę? - odezwał się Liam na stołówce.
Evelyn obrzuciła go znudzonym spojrzeniem, a Gavin tylko nadstawił uszu. Świetną ma ekipę, nie ma co.
- Powinniśmy zająć się Yumiko - uznał blondyn, uważnie obserwując błękitnowłosą dziewczynę z widelcem zawieszonym w połowie drogi między talerzem, a ustami. Zachowywała się naturalnie, śmiała, rozmawiała, jadła, a mimo to w jej spojrzeniu było coś mrocznego, coś , co sprawiało, że miał dreszcze.
- Ja się w twoje życie uczuciowe nie mieszam - mruknęła Evelyn, wracając wzrokiem do książki wypożyczonej z biblioteki uniwersyteckiej.
- Nie mów tak! Ja jestem wierny mojej jednej jedynej Juliette - odparł Dunbar, przejeżdżając wzrokiem po uczniach. W pewnym momencie zamarł. Jego spojrzenie skrzyżowało się z tym Masona, jego najlepszego przyjaciela. Chłopak tylko prychnął pod nosem, po czym usiadł z drużyną lacrosse. Liam spuścił wzrok. Głupio mu było, że się nie przyznał. Czuł, że za moment straci przyjaciela na zawsze, a wszystko przez jego durny sekret.
- Pogadaj z nim - odezwał się Gavin. Liam zerknął na niego zdezorientowany. Paradise wlepiał w niego oczy. Nie widać w nich było nic. - Wiele osób straciliśmy w tym starciu. Nie pozwól na kolejne. - Zwrócił spojrzenie na swój talerz. - Poza tym żal mi patrzeć, jak on się męczy.
Liam pokiwał głową. Porozmawia z nim. Zdradzi mu sekret.
***
- Naprawdę nie wierzę, że wróciłaś na stare śmiecie! - ryknął Atticus, kiedy Zoey usiadła koło niego na stołówce. Ostatnio rzadko się widywali. On szukał czegoś na temat istoty, która ją zaatakowała, a ona spędzała mnóstwo czasu z Danielem i jego przyjaciółmi.
Przewróciła oczami.
- Po prostu oni jedyni nie mają mnie za morderczynię - mruknęła, nadziewając marchewkę. Przyglądała się rudowłosemu i jego kumplom, którzy dziś postanowili świętować wydanie nowej części ich ulubionej serii książek przebieraniem za postacie z niej. Daniel pomachał jej, używając swego plastikowego miecza, a ona tylko parsknęła śmiechem. Jego kumple: niski, krępy Josh przebrany aktualnie za ludożerczą ośmiornicę i wysoki, patykowaty Sam z aparatem ortodontycznym będący wcieleniem mnicha zachichotali za jego plecami.
- Przyznaj, że lubisz mieć swój krąg wyznawców. - Atticus dał jej kuksańca w ramię.
- Jaki krąg wyznawców? - zaśmiała się.
- Cóż, jakby ci to wyjaśnić... Jesteś mega laską wśród nerdów. Traktują cię jak królową - uznał Atty, szczerząc do niej zęby.
- Bez przesady. - Machnęła ręką. - Tylko raz rozłożyli mi dywan, jak szłam...
- I dwa razy przynieśli ci koronę. W ciągu tygodnia! - dodał chłopak, po czym oboje zachichotali.
- Ja po prostu w końcu czuję się normalnie, Atty. Nie jak ta niewidzialna zakochana w Stilesie Zoey, nie jak potwór Zoey, nie jak wielki smok Zoey, tylko po prostu jak Zoey.
- Nie wiedziałem, że masz aż takie rozmnożenie osobowości. To się już leczy psychiatrycznie - odezwał się głos gdzieś za nią. Uśmiechnęła się szeroko, po czym otrzymała buziaka w policzek od Stilesa.
- Wyjąłeś mi to z ust, stary - mruknął Atticus. Zerknął w stronę Daniela, Josha i Sama. - Ej, oni tu idą. Jeśli wy zajmiecie się sobą, to znaczy, że... Ja mam się nimi zająć? - Wytrzeszczył oczy w przerażeniu. - Oj, Chloe, czemu z tobą nie uciekłem.
Zoey parsknęła śmiechem, po czym odwróciła się przodem do Stilesa.
- To prawda z tym ciałem? - spytała cicho, wlepiając srebrne tęczówki w swojego chłopaka. Ten skinął głową. Zoey jęknęła.
- Ej, spokojnie. - Ujął w dłonie delikatnie jej twarz. - Tata jeszcze cię nie zaaresztował, więc nie jest źle, prawda?
- Niby nie - przytaknęła. - Ale Scott nie chce nawet na mnie patrzeć. Mam wrażenie, że wszyscy wiedzą. Tylko oni pomagają mi o tym nie myśleć. - Skinęła głową w stronę Daniela, który właśnie zanudzał Atty'ego opowieścią o ostatnim levelu w grze o dziwnej nazwie.
- Mam być zazdrosny? Nie wiem czym oni mogą się poszczycić, ale ja rozwaliłem kij baseballowy na łbie dwumetrowego wilkołaka, więc chyba wygrywam, nie?
Zoey zachichotała.
- Wygrywałeś na długo przed tym - mruknęła, po czym pocałowała go. Stiles tylko przyciągnął ją bliżej.
- Bleee... Moglibyście tak nie przy ludziach? - jęknął ostentacyjnie Atticus, na co Josh i Sam zaśmiali się. Tylko Daniel był jakiś taki nieswój. Zoey zerknęła na niego przepraszająco, gdy już odsunęła się od Stilesa. Wiedziała, jak Welsh się czuje.
***
- Co to to nie, mój drogi - warknął Scott, kiedy Liam podzielił się z nim swoimi myślami. - A ty. - Zerknął na Gavina, który opierał się ze znudzonym wyrazem twarzy o framugę drzwi pustej klasy, w której się znajdowali. Liam chciał porozmawiać na osobności, a Gavin nie miał nic lepszego do roboty. - Nie nakłaniaj go do tego. Za dużo osób zginęło.
- I dlatego mam nie mieć przyjaciół poza stadem?! - spytał Liam.
- Tak. Ludzie są bezbronni. Nie możemy narażać kolejnych.
- A Zoey? Ona może? - warknął Liam, ze złością wpatrując się w swego Alfę. - Ostatnio szlaja się z tymi nerdami i jakoś nikomu to nie przeszkadza.
Scott westchnął.
- Dust to inna sprawa.
- Bo zamordowała? Szczerze? Wątpię, by była to ona. To za proste.
- Derek sam powiedział, że z zaufanego źródła wie, że tamtej nocy Zoey była pod kontrolą Nyx. Zresztą. - Oczy zaświeciły mu krwistą czerwienią. - Słuchaj Alfy. Nie porozmawiasz z Masonem - warknął na niego. Liam skulił się i spuścił wzrok.
- Tatusiuj nam dalej - mruknął Gavin.
- Mówiłeś coś? - Scott zwrócił na niego wzrok.
- Nie możesz wszystkich ochronić. Nie w Beacon Hills - dodał, po czym odszedł.
Z rękami w kieszeniach zaczął snuć się po korytarzu. To nie tak, że nie był wdzięczny za przygarnięcie do stada. Był, i to bardzo. Po przemianie cała rodzina łowców go wyklęła. Uciekł z nim tylko Chase, ale ten potrzebował go tylko do wytropienia Zoey. Gavin wiedział o tym, ale godził się na to. Uważał, że jako bestia, to i tak sporo dostał od losu. Ale tu. U Scotta w stadzie wszyscy się przyjaźnią, troszczą o siebie. Czasem aż za bardzo. Gavin widział wiele zła. Sam wiele zadał. Wiedział doskonale, że zawsze ktoś ucierpi. Na tym polega życie. Scott zwariuje, jeśli będzie chciał wszystkich chronić. Już jest ich za dużo. A nie ufając Zoey, nie ufa połowie przyjaźnie nastawionych istot. Tylko zmniejsza swoją armię. Jak ma bronić miasta w kilka osób?
Nagle w zamyśleniu wpadł na kogoś. Dzięki refleksowi wilkołaka i łowcy w jednym nie tylko sam nie upadł, ale jeszcze zdążył złapać za rękę tego, który na niego wpadł. Lub raczej na którego on wpadł.
- Och, to ty. - Usłyszał.
Uśmiechnął się krzywo w geście przeprosin do Masona i zamierzał odejść, ale ten go zatrzymał, nie puszczając dłoni.
- Teraz ty jesteś najlepszym przyjacielem Liama czy jak? - spytał. Jego uścisk był silny, a wzrok stanowczy.
Gavin zerknął na ich dłonie, po czym na samego Masona.
- Nie nazwałbym tego tak - mruknął, po czym wyrwał swoją dłoń.
Mason się zmieszał.
- Jak tak, to sorki. Myślałem, że to na ciebie mnie wymienił...
- Nie wymienił cię na nikogo - przerwał mu Gavin. - Po prostu sporo się ostatnio działo, a on nie wie, jak ci to wyjaśnić.
Mason wlepiał w niego wytrzeszczone czekoladowe gały.
- Ach... Dzięki. Równy z ciebie gość. - Uśmiechnął się lekko.
Gavin wzruszył ramionami, po czym odszedł.
***
Zapadał zmrok. Keira właśnie sprzątała po kolacji, na której zarówno Atticus, jak i Zoey byli jacyś weselsi. Cieszyła się, patrząc na ich radość. To tak powinni się zachowywać zawsze, nie jako ci wojownicy czy uciekinierzy. Ale jak zwyczajni nastolatkowie. Takie było życzenie ich rodziców. Keira czuła się źle z tym, że nie udawało jej się go spełnić. Dodatkowo jej podopieczni nie znali swych przodków. Zoey miała sześć lat, kiedy dostała się pod jej opiekę.
Właściwie Keirę bardzo dziwiło, dlaczego nie dopytują o własnych rodziców. Raz Chloe odpowiedziała, że tak jest łatwiej, że mniej boli. Dobrze, że żadne z trzech małżeństw nie pozostawiło misji swemu dziecku. Samuel czuła, że mogliby nie podołać takiemu wyzwaniu. Zwłaszcza Zoey.
- Nad czym tak myślisz? - Usłyszała głos Dust, kiedy umieszczała brudne naczynia w zmywarce. Keira uśmiechnęła się lekko. Te dzieciaki miały zdumiewające wyczucie czasu.
- Nad waszymi rodzicami. Właściwie nigdy o nich nie pytaliście - odparła.
Zoey wzruszyła ramionami, siadając na blacie. Keira zmierzyła ją surowym spojrzeniem, ale nic nie powiedziała.
- Wystarczy nam, że wiemy, czym byli. I tak zginęli, gdy byłam mała. - Patrzyła gdzieś przed siebie, jakby przywołując obrazy z przeszłości. - Jedyne co z nimi pamiętam to:"Ukryj się" i "Nie ujawniaj się", a jeszcze nie wiedzieli, czym będę.
- Może wiedzieli... - mruknęła Keira. Za późno uświadomiła sobie, co wydobyło się z jej ust. Szybko powróciła do chowania naczyń.
- Co masz na myśli? - spytała Zoey, taksując ją uważnym spojrzeniem.
- Może mieli przeczucie, jak rodzicie Atty'ego? - Wzruszyła ramionami.
- Jego ojciec był elfem. U mnie nikt nie był smokiem. Skąd mogliby wiedzieć? - odpowiedziała dziewczyna, marszcząc brwi.
Keira westchnęła. Zdecydowanie nie nadawała się na opiekuna.
- Nie wiem. Pewnie nigdy się nie dowiemy, Zoey. Każdy ma swoje sekrety.
Zoey jedynie uniosła brew.
- A propos sekretów. Dlaczego Atty sądzi, że wiesz, kto mnie zaatakował? - Splotła ramiona na piersi.
- To on wywnioskował, że była to hybryda wilkołaka z wampirem.
Dust przyglądała się chwilę wampirzycy.
- Wszyscy dorośli tacy są - uznała. - Coś wiedzą, ale nie chcą tego ujawniać, choć mogłoby bardzo pomóc. To jakiś osobisty sekret, prawda?
Zoey świdrowała wzrokiem Keirę, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Bardzo natarczywe. Obie wciągnęły nosem powietrze.
- Szeryf - mruknęły jednocześnie. - I nie ma dobrych zamiarów.
- Zoey, idź na górę i wymknij się oknem jakby co - poinstruowała Keira.
Nastolatka skinęła głową. Po chwili już była na piętrze. Samuel poprawiła krótkie nastroszone czarne włosy, po czym ruszyła otworzyć drzwi.
- Witam, szeryfie. - Uśmiechnęła się.
- Witam, pani Samuel - odparł ojciec Stilesa. Miał minę smutną, acz zdecydowaną. Wyciągnął kartkę papieru i podstawił Keirze pod nos. - Mam nakaz aresztowania Zoey Dust pod zarzutem morderstwa Malii Tate.
- Jak mocne dowody macie? Ona jest niepełnoletnia! - Ton i postawa Keiry zmieniła się diametralnie. Zagrodziła wejście własnym ciałem. Słyszała też cichy upadek na ziemię. Zoey już wymknęła się do lasu. - Nie powinniście się zająć poszukiwaniami Gomeza?
- Proszę nas wpuścić - syknął Stilinski, nie zamierzając nic wyjaśniać. Za jego plecami czaił się Parrish, który nie wiadomo kiedy wrócił do Beacon Hills.
- Proszę - westchnęła Keira. - Zoey powinna być u siebie, na górze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz